Na progu dnia
I fraszka za fraszką
I fraszka do
fraszki
I jest już fraszek
Niemały dzban
Tylko to wypić
Do dna
Do samego dna
I to zaraz
I to natychmiast
Na progu dnia
Oddech sielski
Także i grzech
Ruszył do
strzech
I nawet
grzecznie
Pokłonił się
strzechom
Pragnąc być
dla nich
Mocną nadzieją
Mocną pociechą
Wieczorne podmuchy
A gdy na
Twojej szyi
Tak nagle
się powieszę
To czy to już
zaraz że
Na pewno
grzeszę
Jest to
natrętne
I mój spokój
zmieszasz
Z jakimś
strasznym zamętem
Pierzchnie
harmonia
I równowaga
I nagle
pierzchnie
I
przyzwoitość
A i powaga
To pierwsze spojrzenie
Jak tu nie
patrzeć
Jak tu nie
pożądać
Gdy i Ona
patrzy
Gdy i Ona
spogląda
Redys nie redys
Mus wyzwaniu
sprostać
Bo mnie
zaraz rozsadzi
Ta Burzliwa
Wiosna
Ten ułomek szczęścia
Oj Burze Burze
Nie to że was widziałem
Przecież
niejedną
Z tych burz
W swoim
życiu miałem
I choć
niejeden
Poległ od
pioruna
Szczęśliwie
dalej
Burzliwych strunach
Ilustracje
Archiwum Internetowe
Stanisław J,ozef Zieliński
Tekst
Stanisław Józef
Zieliński
16.07.2022









Brak komentarzy:
Prześlij komentarz